Wszyscy przyjmujemy pewien stereotyp agresora

Jest to mężczyzna prymitywny, niewykształcony – prawdziwy brutal. Ja też przychylałem się do takiej opinii. Kiedy zacząłem prowadzić grupy terapeutyczne dla skierowanych przez sąd mężczyzn stosujących przemoc wobec żon, moją pierwszą reakcją na nich było zdumienie, jak bardzo są „normalni”. Wcale nie wszyscy byli szaleńcami czy roztrzęsionymi neurotykami. Nie byli też bez wyjątku mizoginami. W gruncie rzeczy, na pierwszy rzut oka nie różnili się od mężczyzn, których mijałem na ulicy w drodze na sesję. Wydaje nam się, że ludzie wyrządzający krzywdę będą to mieli wypisane na twarzy; że nie rekrutują się spośród nas, a już na pewno nie należą do grona naszych bohaterów. Toteż, kiedy gazety podają, że, na przykład, Peter Martins, balet- mistrz Baletu Nowojorskiego i były czołowy tancerz Królewskiego Baletu Duńskiego został oskarżony o przemoc wobec żony (oskarżenie zostało wycofane), jesteśmy zaszokowani. Gdy słuchamy zeznań O. J. Simpsona oczerniającego żonę i zapoznajemy się ze zdjęciami jej posiniaczonej twarzy, jesteśmy wstrząśnięci i zbulwersowani. To nie pasuje do naszego idola. To się nie powinno było zdarzyć. Kiedy wszystkie największe stacje radiowe transmitowały na żywo wstępne rozprawy sądowe w sprawie O. J., ludzie zbierali się przed salą sądową, sprzedając koszulki z napisem „Módlcie się za O. J.”, a koledzy O. J. z drużyny dowodzili swej lojalności, zaklinając się, że nie mógł być mordercą.