Pogrgżenie w czerwonej fali

W lutym 1995 roku przerażona widownia telewizyjna oglądała i słuchała jak Denise Brown, siostra Nicole Simpson, zeznawała w sprawie brutalnego zdarzenia, jakie miało miejsce w domu Simpsonów. Obrazy spadały ze ścian; ubrania leciały po schodach – opowiadała, płacząc. – Chwycił Nicole i kazał jej się wynosić. Podniósł ją i wyrzucił z domu. Upadła, tłukąc łokcie i plecy. Wszyscy zadawali sobie pytanie, jak to możliwe, by ten uwielbiany gwiazdor sportu i telewizji, O. J. Simpson, tak bardzo różnił się w życiu prywatnym i publicznym. Dla uwielbiających go kibiców O. J. był superbohaterem, legendą – przystojny, uprzejmy, bogaty, wpływowy – jeden z najlepszych obrońców w historii futbolu amerykańskiego. Był komentatorem telewizyjnym w Poniedziałkowym Wieczorze Futbolowym. Grywał w filmach. O. J. był taką znakomitością, że wystarczały inicjały, by ludzie dopowiadali sobie resztę. Mam na myśli jego publiczny wizerunek. Kiedy w 1994 roku Simpson został oskarżony o zamordowanie byłej żony i jej przyjaciela, Rona Goldmana, wyszła na jaw całkiem odmienna, ciemniejsza strona jego osobowości. Nagle dowiedzieliśmy się, że nasz superbohater był agresywny wobec żony. W środkach masowego przekazu odtworzono dramatyczny telefon Nicole Brown Simpson pod numer 911 do komendy policji w Los Angeles. Błagała o pomoc, kiedy O. J. awanturował się, klął i wyłamywał drzwi. Opinia publiczna przeżyła szok. Jak ktoś tak genialny, kto odniósł wielki sukces, mógł być do tego stopnia okrutny w domu?