Motywy sprawcze

Minęły trzy tygodnie, zanim Robert zaczął mówić o wydarzeniu, które doprowadziło do jego obecności w grupie. Problemy zaczęły się na przyjęciu w miejscu pracy żony. Około trzydziestu osób piło i gawędziło, nagle Carol „zniknęła”. Robert nie potrafił jej odnaleźć w wielkim, obcym domu, w którym odbywało się przyjęcie. Kiedy w końcu po dziesięciu czy piętnastu minutach znalazł ją, zaczął nalegać, żeby wyszli. Spytałem go, co wówczas czuł. Po chwili namysłu odpowiedział: Nic. Pojechali do domu, ona położyła się do łóżka, a on zaczął oglądać telewizję.
Kolejna rzecz, jaką pamiętał to obraz żony leżącej w kałuży krwi na podłodze w sypialni. Wezwał jej krewnych i policję. Zgodnie z raportem policyjnym na pytanie, co się stało, odparł: Musiałem ją uderzyć. W sądzie przyznał się do winy, mówiąc jedynie: Musiałem to zrobić. Kiedy zapytałem, ile czasu minęło między oglądaniem telewizji a spostrzeżeniem Carol we krwi, nie potrafił sobie tego przypomnieć. Chyba musiałem ją uderzyć, ale nie pamiętam. Przyjąłem wówczas, że wstyd przyćmił mu pamięć. Teraz wiem, że zdarzyło się coś innego – wpadł we wściekłość – towarzyszącą stanom ogromnego fizycznego pobudzenia, charakterystycznego dla ataków przemocy – powodującą rozdwojenie świadomości. W „normalnym” stanie, Robert nie pamiętał, co się zdarzyło; nigdy nie zakodował w pamięci wspomnienia tego incydentu.