Jak odkrywałem świat przemocy wobec żon

Jak to możliwe, że u kogoś powstaje tak intensywna i wielka potrzeba innej osoby, iż tłumi zdolność do postrzegania drugiego człowieka jako istoty ludzkiej, obdarzonej własnymi pragnieniami i życiem? Jak to możliwe, żeby wściekłość mogła aż tak opanować człowieka? Dorastałem w świecie, w którym nie istnieli mężczyźni tacy jak Ike Turner, O. J. Simpson czy Robert – a przynajmniej tak mi się zdawało – taki świat, który obecnie wydaje się odległym wspomnieniem. Nigdy nie byłem świadkiem pobicia ani nawet uderzenia kogoś, przynajmniej w rodzinie lub w kręgu dalszych znajomych. Mój ojciec był łagodnym człowiekiem, rzadko podnosił głos wobec rodziny, nigdy na nikogo nie podniósł ręki. Dopiero wiele lat po opuszczeniu domu odkryłem, że jego ojciec używał przemocy. Tata nigdy nie mówił o tym w trakcie mojego dorastania i właściwie nigdy nie wspominał o moim dziadku. Wiedziałem tylko, że między nimi coś było nie w porządku. Tata w wieku szesnastu lat musiał porzucić szkołę, żeby dopomóc w utrzymaniu rodziny; jego ojciec miał „problemy z piciem” i porzucił dom. Zdobyłem się na zadanie ojcu kilku pytań, ale otrzymałem tylko zdawkowe odpowiedzi, którym towarzyszyło odwrócenie wzroku. Szybko nauczyłem się nie pytać.