Czy wszyscy agresorzy są tacy sami?

Nie, nie wszyscy agresorzy są tacy sami. Czasami mamy do czynienia z pewną gradacją agresji. Chociaż badania wykazały, że co roku w Stanach Zjednoczonych występuje 2,5 miliona przypadków przemocy wobec żon, nie wszystkie mają jednakowo poważny charakter. Skala opracowana do mierzenia tych zjawisk, Skala Taktyki Konfliktów, stworzona przez Murraya Strausa z Uniwersytetu New Hampshire, zawiera m.in. takie pytania, jak: Czy kiedykolwiek popychałeś partnera, chwytałeś go lub szturchałeś, uderzałeś, kopałeś, gryzłeś, uderzyłeś pięścią lub jakimś przedmiotem, pobiłeś, groziłeś mu nożem lub bronią palną albo użyłeś wobec niego noża lub broni palnej? Istnieje tutaj progresja przemocy, ale zgodnie z tą skalą, odpowiedź „tak” na którąkolwiek część pytania świadczy o zachowaniu nacechowanym przemocą. Jest to nieco zwodnicze. Na przykład, jeśli choć raz w trakcie małżeństwa mężczyzna popchnie żonę w reakcji na stres sytuacyjny, zgodnie ze Skalą Taktyki Konfliktów zostanie uznany za stosującego przemoc. Ale, z psychologicznego punktu widzenia, jest to całkiem odmienny typ osobnika od takiego, który nieustannie znęca się nad żoną, bije ją albo podejmuje poważniejsze próby agresji. Przypomina to różnicę między pojedynczą „stłuczką” a nieustannymi zderzeniami czołowymi. Około 2 procent populacji można by uznać za nałogowych agresorów.

Różne wymiary przemocy

Przedstawię różne typy mężczyzn stosujących przemoc i ukażę możliwy do przewidzenia wzorzec zachowania, zwany cyklem przemocy. Prześledzę powstanie osobowości agresora, opisując, co wniosły do niej zachowania matki i ojca. Wyjaśnię rolę przemocy w domu rodzinnym zademonstruję, jak rodzący się agresor przekształca się w okresie dojrzewania w autentycznego sprawcę. Te wczesne urazy przyczyniają się do ukształtowania skłonnej do przemocy osobowości borderline [zob. rozdział 9], która uczy się stosować przemoc dla zachowania własnej integralności. W końcu opiszę leczenie skłonności do przemocy. Tak, jak w ukrytej kamerze zobaczycie, co dzieje się podczas zajęć w grupie terapeutycznej, kto może się wyleczyć, a kto ponosi fiasko. Wreszcie zrozumiecie, jak to było możliwe, że Robert pogrążył się w zapomnieniu czerwonej fali wściekłości, a O. J. Simpson, uwielbiany idol milionów, bił i poniżał piękną byłą żonę. Te wydarzenia nie stanowią tajemnicy. Mają swoje źródło. Spróbuję je Państwu przedstawić.

Poznanie źródła przemocy

Tylko wtedy, gdy zrozumiemy w pełni źródła używania przemocy, mamy szansę ją zredukować. Dla mężczyzn dopuszczających się przemocy, uczestnictwo w zajęciach grupy terapeutycznej, która uważa ich za ludzi w pełni odpowiedzialnych za swoje czyny, jest wielkim przeżyciem; nie umniejsza się – jak bywa w sądzie – ich odpowiedzialności, dlatego że feralnego wieczoru pili; wymaga się od nich zaprzestania czynów destruktywnych; nie osądza się ich działań, ale pozwala dojść do głosu samo potępieniu. Wszystkie przypadki kliniczne opisane w niniejszej książce pochodzą z moich grup terapeutycznych. To podczas zajęć w tych grupach dowiedziałem się, jak bezsilni czuli się w swoim życiu ci mężczyźni, zwłaszcza w relacjach z bliskimi. Większość z nich nie potrafiła opisać tego uczucia nawet na własny użytek, a co dopiero przyznać się do niego bliskiej osobie. Niektórzy przez dziesięć lat codziennie słuchali bluesa, zanim potrafili wyrazić słowami własny smutek. Z początku przechwalali się swymi podbojami erotycznymi, by później przyznać się do głębokiej samotności lub uzależnienia od „epizodów intymności” osiąganych poprzez kontakt fizyczny z kobietą. Uświadamiając sobie to emocjonalne wyobcowanie od siebie, mamy szansę dostrzec i zrozumieć najciemniejszą stronę męskiej roli związanej z płcią.

Sprawca czy ofiara?

Biorąc pod uwagę okrucieństwa popełniane wobec żon poddawanych przemocy, łatwo uznać agresorów po prostu za nieludzkich albo widzieć we wszystkich mężczyznach osobników skłonnych do przemocy, cierpiących na „zatrucie testosteronem”. W takim jednak przypadku wyznaczamy ostrą granicę między mężczyznami a kobietami, postrzegając wszystkie kobiety jako ofiary przemocy, a wszystkich mężczyzn jako sprawców. Wyznaczenie takiej linii ogranicza naszą zdolność rozumienia zjawiska przemocy wobec bliskich. Postrzeganie mężczyzny jako ofiary, a zarazem sprawcy, komplikuje ten schematyczny obraz, ale uważam, że to bardziej złożone ujęcie problemu lepiej odzwierciedla rzeczywistość. Istnieją dowody, że mężczyźni używający przemocy, których poznacie w tej książce, byli kiedyś ofiarami. Prawdopodobnie nie tylko ofiarami przemocy fizycznej czy nadużyć seksualnych, chociaż i to się często zdarza, lecz również bardziej subtelnych emocjonalnych niedoborów wyzwań tworzących osobowość, której skłonność do przemocy jest wzmacniana przez uwarunkowania społeczne. To, że byli ofiarami nie usprawiedliwia ich zachowania, ale je tłumaczy.

Śmierć zadana bliskim

Badania kanadyjskie wykazały, że połowa zamordowanych kobiet została zabita przez mężczyzn, z którymi pozostawały w bliskich związkach; jedna czwarta została zabita w okresie separacji od tych mężczyzn. W 65 procentach tych zabójstw policja otrzymywała wcześniejsze telefony z prośbą o interwencję15. Kiedy badacze w Detroit i Kansas City sprawdzali w komputerze adresy, pod którymi dokonano morderstw na bliskich osobach, stwierdzili, że w 90 procentach przypadków miały tam wcześniej miejsce interwencje policji. Czy istnieje jakiś sposób wykrywania i interwencji wobec mężczyzn używających przemocy, zanim przybierze ona skrajną postać? Z moich doświadczeń wynika, że przy odpowiedniej terapii, która dociera do autentycznych potrzeb sprawcy, leżących u podstaw ich problemów, większość mężczyzn dopuszczających się przemocy wobec żon potrafi zmienić swe nawyki i zaprzestać agresji. Zapobieżenie dalszej przemocy oraz trwałemu cierpieniu psychicznemu i fizycznemu, w pełni rekompensuje badania.

Do połowy lat 70 dane te były prawie nieznane

Na grupie ponad 2000 respondentów z pełnych rodzin, autorzy wykazali, że przemoc w rodzinie nie jest specyficzna dla jakiejkolwiek rasy, klasy społecznej ani okolicy – jest wszechobecna. W około 24 procentach rodzin jedno z małżonków popchnęło lub szarpało drugie na jakimś etapie małżeństwa, 10 procent kopało, gryzło lub uderzyło małżonka, a 6 procent biło. Co więcej, 1,7 milionów Amerykanów znalazło się w sytuacji, gdy mąż lub żona wymierzyli w nich pistolet lub nóż13. Problem ten jest nadal aktualny. Na przykład w 1993 roku w samym Los Angeles było 43 000 wezwań dotyczących przemocy w rodzinie. Co roku dochodzi do 2,5 miliona przypadków agresji, ale – jak wyjaśnię w rozdziale 2 nie wszystkie mają poważny charakter. Niektóre jednak tak. Rocznie około 2000 przypadków przemocy wobec żon kończy się morderstwem. Podczas wstępnych przesłuchań w sprawie O. J. Simpsona zapytano mnie o związek między przemocą a morderstwem. Uważam, że czyny te mieszczą się na jednym kontinuum przemocy w rodzinie. W sześciu niezależnych badaniach retrospektywnych, zazdrość, separacja i/lub historia przemocy fizycznej były głównymi czynnikami prowadzącymi do zamordowania żony14. Zacytowałem badania, w których poczynając od raportu koronera, śledzono świadectwa przemocy w rejestrach policji, jak również w relacjach przyjaciół członków rodziny, żeby zdobyć jak najwięcej informacji o związku zakończonym morderstwem.

Po co badać psychologię agresorów?

Podjąłem te badania, ponieważ wiem, że przemoc wobec żon zbiera obfite żniwo ofiar w każdym społeczeństwie, a nie dotyczy jedynie kobiet, mężczyzn i dzieci uwikłanych bezpośrednio w ten dramat. Koszty nadzoru policyjnego i sądu, opieki medycznej i straconych dni pracy sięgają setek milionów dolarów i obciążają wszystkich. W badaniach przeprowadzonych w Bostonie stwierdzono, na przykład, że znacząca liczba kobiet przyjętych do miejskich szpitali to ofiary przemocy w rodzinie. Badacze amerykańscy szacują, że morderstwa w rodzinie kosztują 1,7 miliarda dolarów rocznie. Ponieważ nie wszystkie agresywne napaści są rejestrowane, trudno oszacować ich koszty. Oczywiście, cyfry te dotyczą jedynie finansowej strony zjawiska i nie uwzględniają rozmiarów cierpienia fizycznego oraz emocjonalnego. Problem jest powszechny. W 1975 roku Murray Straus, socjolog rodzinny na Uniwersytecie New Hampshire i jego współpracownicy, Richard Gelles oraz Suzanne Steinmetz, przeprowadzili pierwsze ogólnokrajowe badania przemocy w rodzinie. Jak ujmuje to wstrząsający i odkrywczy wstęp ich książki, Behind Closed Doors [Za zamkniętymi drzwiami]: „Wystarczy przejść się dowolną ulicą w Ameryce. Więcej niż jeden dom na sześć był sceną pobicia któregoś małżonka. W każdym zakątku Ameryki żyją rodziny, w których panuje przemoc”.

Przemoc emocjonalna

Chociaż względnie łatwo jest zacisnąć pięść i zadać cios, zawiłości przemocy emocjonalnej są o wiele bardziej złożone. Gdzie i skąd agresywni mężczyźni nauczyli się wynajdywać słabe punkty partnerki, skoro są one tak odmienne u różnych kobiet? Skąd wiedzą, jak najłatwiej ją zranić? Czy ich ojcowie znęcali się nad matkami w taki sam sposób? Czy to spokojna i świadoma samokontrola określa indywidualny charakter przemocy? Czy też powstają dwie odrębne osobowości, jedna na użytek publiczny, a druga na użytek kontaktów prywatnych? Czy pewni ludzie zachowują się tak samo w życiu publicznym i prywatnym, a inni podlegają rozszczepieniu, ujawniając dwie różne strony osobowości? Dlaczego istnieją etapy przemocy i czemu ujawniają się one tak dramatycznie tylko w związkach intymnych? Pragnąłem wyjaśnić te zachowania u mężczyzn, z którymi przez piętnaście lat pracowałem jako terapeuta. Mężczyzn, o których znajomi i sąsiedzi mawiali: „To fajny gość, czasem trochę nerwowy, ale w gruncie rzeczy to dusza-człowiek”. Mężczyzn, których przemoc i wściekłość były skierowane wyłącznie na żony. Mężczyzn, którzy pomimo tego, czego naucza psychologia akademicka, mieli więcej niż jedną osobowość – miłą, troskliwą osobowość dr. Jekylla, którą czasami zastępowała ciemna osobowość Mr Hyde’a.

Różny rodzaj mężczyzn

Dlaczego jeden mężczyzna wpada w zazdrość z powodu wydarzeń, które inny traktuje obojętnie? Kiedy Robert spostrzegł, że żona „zniknęła” z przyjęcia, uznał, że uprawia gdzieś seks. Czy większość mężczyzn przyjęłaby takie założenie? Nie sądzę. Jak dochodzi do tych indywidualnych różnic? Nawet jeśli dwóch mężczyzn czuje równie silną zazdrość, nie zawsze wpadają w złość. U niektórych uczuciu zazdrości towarzyszy jedynie przygnębienie. Skąd te różnice emocjonalne? W gruncie rzeczy, kiedy przyjrzymy się mężczyznom bliżej, stwierdzimy, że różnią się bardzo pod względem pobudliwości, zazdrości w chwilach pobudzenia i towarzyszącej jej złości. Złość objawia się rozmaicie. Pewni mężczyźni po prostu ją tłumią, inni kierują na siebie, jeszcze inni na osoby postronne, a są też tacy, którzy kierują ją na partnerkę. Ponieważ obecnie tyle się mówi o związkach nacechowanych przemocą, łatwo przeoczyć fakt, że większość mężczyzn9 nigdy nie dopuszcza się przemocy wobec partnerek. Dlaczego więc niektórzy mężczyźni uciekają się do przemocy, a inni nie? Czy dlatego, że wychowali się pod wpływem innych oddziaływań społecznych?

Język przekleństw może wiele wyjaśnić

Kiedy jesteśmy wściekli i obrzucamy kogoś wyzwiskami, ich niekontrolowana treść podkreśla najgorsze strony danej osoby (a zarazem nasze własne najgorsze obawy). Kobiety poddane przemocy nieodmiennie twierdzą, że mężczyźni używają tych samych czterech przekleństw: suka, pizda, kurwa, dziwka.Wszystkie mają podtekst seksualny i wiążą się z wyobrażoną lubieżnością. Dlaczego praktycznie wszyscy mężczyźni używający przemocy posługują się tymi wyrażeniami, by poniżyć partnerki? Dlaczego większość używa ich tylko w sytuacjach prywatnych? Czy chodzi tu o podwójny standard społeczny, czy o coś głębszego? Jak mężczyźni uczą się obrzucać kobiety przekleństwami, w jaki sposób uczą się je upokarzać? Agresja wobec kobiet zachodzi zwykle w szczególnych okolicznościach (w domu, w sytuacji prywatnej) i w określonym czasie (po powrocie do domu lub późno w nocy). Dlaczego tak jest? Dane naukowe na temat agresji wobec żon wskazują, że to nie przypadek. Chodzi o coś, co ukierunkowuje lub kanalizuje wściekłość, coś wyuczonego na temat relacji kobiet i mężczyzn.